IndeksCalendarFAQGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 And my scars remind me that the past is real.

Go down 
AutorWiadomość
Chett
Znikający Cień
avatar

FUNKCJE : PRAWA RĘKA WISIENKI. Szanowna Pani Moderator, pilnująca porządku na forum. Korektorka kart postaci. Mistrz Gry. CIOTECZKA CHERA ♥
Join date : 30/11/2013

PisanieTemat: And my scars remind me that the past is real.   Sob Lis 30, 2013 8:36 pm

Godność:

    Chester Lindquist - przynajmniej tak wynikało z nieśmiertelnika, który od zawsze (czyli od odzyskania świadomości po epizodzie laboratoryjnym) zawieszony miała na szyi. Bóg jeden wie, dlaczego, będąc przedstawicielką płci żeńskiej, otrzymała męskie imię. Nigdy nie zastanawiała się także nad prawdziwością swojej tożsamości - w końcu nie było to ważne, gdy większość wspomnień, które powinna posiadać, była niewyraźna i niemożliwa do zinterpretowania.

Pseudonim:

    Niegdyś zwana Obiektem CL, po dołączeniu do Shindy została ochrzczona jako Chett. Ten zlepek pięciu liter jest niczym więcej, jak tylko krótszą formą imienia, co sprawia, że jest dużo wygodniej i szybciej je wymawiać.

Wiek:

    Nieśmiertelnik prawdę Ci powie - urodziła się 17 grudnia 1996 roku, a więc ma niespełna 17 lat.

Pochodzenie:

    Nazwisko Chester wskazywałoby na to, że ma swoje korzenie w Szwecji, ona sama jednak nie ma żadnych wspomnieć sprzed swojej mutacji, więc trudno jest cokolwiek wywnioskować. Jednak żeby nie komplikować spraw, przyjęto, że pochodzi z islandzkiego Njarðvíku, chociaż niechętnie wspomina to miejsce. Nic dziwnego zresztą.

Orientacja:

    Teoretycznie heteroseksualna, ale w praktyce jeszcze żaden osobnik którejkolwiek z płci, nie spodobał się jej na tyle, by podejmować jakieś poważniejsze kroki (lub tego nie pamięta), a w wyniku określić jej orientację seksualną.

Grupa:

    Shinda - gdzieś się musiała podziać po "ucieczce", prawda? Minęło dość dużo czasu, zanim zdołała się w niej całkowicie zaaklimatyzować. Obecnie nie potrafi powiedzieć z całkowitą szczerością, że tej decyzji żałuje, chociaż wiązała się ona z wieloma wyrzeczeniami i ugodami, które nie zawsze jej pasowały.

Ranga:

    Znikający Cień - już od samego początku jej niewielkie gabaryty i cechy uzyskane dzięki mutacji pozwalały na niemal bezszelestne poruszanie się. Podciągnięte na wyższy poziom, wraz wyuczoną umiejętnością szybkiego, a - przede wszystkim - cichego zabijania sprawiły, że wspaniale sprawia się w tej roli, nawet bez jakichś spektakularnych mocy. Czasami, z braku laku, zajmuje się także najzwyczajniejszym szpiegowaniem, jeśli sytuacja tego wymaga.


Moce:

    ❖ *Moc ma tylko jedną i jedyną, w dodatku niezbyt imponującą, natomiast bardzo użyteczną w "urzędzie", jaki sprawuje w organizacji. Całkowita niewidzialność, niestety o niezbyt długim czasie działania sprawia, że może bez większych niespodzianek podejść przeciwnika, zabić, a w razie potrzeby również pomóc sobie w ewentualnej ucieczce.
    [3 posty trwania, 3 posty przerwy]

Umiejętności:

    Ciche poruszanie się, a także niesamowicie dobra równowaga - obie umiejętności niezbędne  przy zadaniach, jakie wykonuje dla Shindy.
    Skrytobójstwo, którego nauczyła się w ramach prezentu z okazji dołączenia do wyżej wspomnianej "organizacji".
    ❖ Kiedyś objawiło się również dokładne i wyraźne szkicowanie, co też jest całkiem przydatne, gdy nie ma przy sobie aparatu.
    ❖ Całkiem przydatne jest też instynktowne wyczucie chwili, w której może coś się zadziać.
    ❖ Świetnie dogaduje się z urządzeniami elektronicznymi wszelkiej maści. Zarówno jeśli chodzi o naprawę, jak i używanie. Największą miłością darzy jednak aparaty fotograficzne.
    ❖ Za pięknych czasów, gdy jeszcze nie została okaleczona, posiadała także umiejętność latania, przy pomocy pary masywnych skrzydeł. Niestety dość niedawno ta zdolność "przeterminowała" się. Aktualnie pozostało tylko szybowanie, bardzo rzadko przydatne w czymkolwiek.

Słabe Strony:

    Bezpośrednie starcia - przez swoje niewielkie gabaryty i cechy wynikające z mutacji, nie jest zbyt wymagającym przeciwnikiem.
    Temat latania jest dość drażliwy, przez to, że została dość brutalnie pozbawiona tej możliwości.
    ❖ Jest podatna na wszelkie urazy ze strony innych, głównie ze względu na to, że nikt nie spodziewa się tego, że drugi człowiek ma kości pneumatyczne i jest... delikatniejszy. W związku z tym często ma coś w gipsie/bandażu/czymkolwiek.
    Skrzydła są bardzo wrażliwe na dotyk, najlepiej, żeby nie dotykać ich w ogóle, a jeśli ktokolwiek wyrwie pióro chociażby najmniejsze, to może szykować się na śmierć w męczarniach.
    ❖ Jakikolwiek kontakt fizyczny z naukowcami (szczególnie tymi po czterdziestce) automatycznie wyzwala w niej tak ogromną złość, że może człowieka gołymi rękami rozszarpać, jeśli jej się nie powstrzyma.
    ❖ O dziwo, zbyt długie pozostawanie na ziemi jest dla Chett problemem. Zdecydowanie woli miejsca na dużej wysokości.
    ❖ Na widok kajdanek ucieka, gdzie pieprz rośnie. Dobrym wytłumaczeniem są blizny na nadgarstkach, właśnie po użyciu tego piekielnego narzędzia na niej.
    ❖ Gdy ma gorsze dni, problem sprawia jej przebywanie w niewielkich, zamkniętych pomieszczeniach. Zazwyczaj jednak wystarcza "otworzenie" drogi, którą można wydostać się na zewnątrz, ale bywają sytuacje, kiedy nie ma takiej możliwości i jest nieco gorzej.
    Ropa naftowa - tu nawet nie ma żadnego wykształcenia. Prawdopodobnie to przez wpływ ptasich genów na jej organizm, cały ten strach przed posklejaniem piór i tak dalej... Co z tego, że piór już nie ma.


Charakter:

    Wypadałoby zacząć od tego, że obecnie, gdy Chester ma jako-tako stabilną pozycję w Shindzie, nie zamierza udawać kogoś, kim nie jest. Generalnie rzecz biorąc, nigdy takiego zamiaru nie miała, ale okoliczności wymagały jak najszybszego zadomowienia się w grupie. Jak inaczej można to osiągnąć poza byciem "miłym"? Nawet dzieciaki wiedzą, że uprzejmych ludzi jest łatwiej polubić, powierzyć im swoje zaufanie, et cetera. Chett, jako osoba z natury niezbyt przyjemna w obyciu, ma problemy z zawieraniem znajomości, głównie przez wzgląd na to, że wszyscy potencjalni znajomi szybko się zniechęcają. No, w sumie nic dziwnego, gdy taki osobnik przy pierwszym spotkaniu zachowa się opryskliwie, a na koniec dobije jeszcze okrutnym, aczkolwiek całkowicie szczerym stwierdzeniem. Tak, coś takiego się zdarzało - na samym początku. Teraz, chociaż nie za bardzo jest to jej w smak, szwedka stara się trzymać swój język za zębami, których zaciskanie, swoją drogą, też jest całkiem dobrym sposobem na powstrzymywanie się od ewentualnych wybuchów. Czasami jednak się nie da i biada wszystkim świadków podobnego wydarzenia.
    A co do tego całego wybuchania - emocji zazwyczaj nie ukrywa, chociaż zdarzają się też takie sytuacje, w których jest to niezbędne. Jednak poza hamowaniem słów (co było dla niej i tak wystarczająco dużym wyrzeczeniem) i z wyjątkiem chwil, w których "pracuje" (czyli akurat kogoś śledzi/ma zlikwidować), nigdy nie powstrzymuje się od okazywania emocji mimiką twarzy i ruchem ciała, chociażby z racji tego, że jest to strasznie męczące i zupełnie niepotrzebne, bo i tak znajdzie się jakiś człowiek, który i tak ją przejrzy, lub mutant, który będzie czytał w myślach.
    Idąc dalej, jeśli ktoś już przedrze się przez barierę z opryskliwości i zwyczajniej szczerości, uwaga nie natrafia na kogoś milutkiego jak baranek i przemiłego - takie coś się zdarza tylko w bajkach. Lindquist jest "w środku" dokładnie taka sama, może nieco bardziej gadatliwa, ale przede wszystkim lojalna. Jeśli ktoś ją obdarzy tzw. kredytem zaufania, ona ze swojej strony zrobi wszystko, by nie dopuścić do jego odebrania. Oczywiście, są sytuacje, w których nie da rady postąpić inaczej, niż kogoś zawieść. Po prostu czasami trzeba wybrać mniejsze zło, ale nie tylko ona powinna być przygotowana na podobną ewentualność, prawda?
    Największy problem Chester to... Punktualność. Chociażby się niebo waliło całej Shindzie na głowę, ona zawsze się spóźni, chociażby nie wiadomo jak bardzo się starała. Po prostu zawsze coś stanie jej na drodze (ważne dla niej, ale zupełnie bez znaczenia dla innych, tak przykre), najczęściej niecierpiące zwłoki, więc spotkanie, czy też inna czynność umówiona na konkretną godzinę, będzie musiała poczekać. I to nie tak, że specjalnie chce się spóźniać - bo wielkie wejście i tak dalej - nie. Niespecjalnie jej na tym zależy, swoim wyglądem i tak już się wystarczająco wyróżnia. Po prostu... To wszystko jakoś samo wychodzi. Nawet jeśli wybierze się na spotkanie/cokolwiek z godzinę wcześniej, i tak zawsze coś pójdzie nie tak. Cóż, taka jej niedola.
    Co do podejmowania decyzji - w tej "dziedzinie" Lindquist jest nieprzewidywalna, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Potrafi, zupełnie nieoczekiwanie i niezrozumiale dla wszystkich, zdecydować się na coś, o co nikt w życiu by jej nie podejrzewał. Coś takiego zachodzi jednak tylko i wyłącznie wtedy, gdy podobna decyzja ma wpływ tylko na nią samą. Jeśli chodzi o decyzje zbiorowe, Chett nie do końca ma ochotę później być za to wszystko odpowiedzialna samodzielnie, dlatego wycofuje się i obserwuje z boku, czasami zgłaszając swoje ewentualne obiekcje. To nie tak, że staje się potulna. Gdyby całkiem to "coś" jej się nie podobało, broniłaby się rękami i nogami, byłby tylko na to nie pozwolić.
    Jedna z bardziej wkurzających cech, które posiada, to sceptycyzm. Chett zawsze nie do końca wierzy, zawsze chociaż trochę wątpi, bardzo często krytykuje (niekoniecznie na głos). Jest to częściowo pomieszane z jakimś zalążkiem nieufności, wywołanym przez bolesne wspomnienia z okresu laboratorium i tego kawałek po nim, ale dużą winę ma też jej wrodzony pesymizm, który bardzo często wiedzie prym.
    W jej słowniku nie ma pojęcia takiego jak "poszanowanie czyjejś prywatności". Usunięcie go wymogło na niej obecne zajęcie - jakim byłaby szpiegiem czy skrytobójcą, gdyby nie potrafiła swojej przyszłej ofiary dokładnie przeanalizować, zrobić researchu na jej temat? W związku z tym, Chester nigdy nie zapuka do pokoju przed swoim wejściem, często będzie szkicowała podejrzane przedmioty albo robiła zdjęcia rzeczom, które nikomu innemu nie wydadzą się istotne. Czasami zdarza jej się także ukryć w jakimś ciemnym kącie i ponownie przeanalizować swoich sojuszników, by przygotować się na ewentualną zdradę, czy cokolwiek innego. Należałoby wspomnieć, że jej analizy nie zawsze są prawdziwe, jeśli chodzi o ludzi znajomych. Paradoksalnie, dużo łatwiej jest jej oceniać nieznajomych, chociaż tak wiele mówi się o tym, że nie wolno oceniać książki po okładce. Okazuje się jednak, że pierwsza ocena jest najczęściej zgodna z rzeczywistością.
    Kiedy ma chwilę czasu dla siebie, na wierzch wychodzi jej lenistwo. Jeśli akurat określoną godzinę przeznaczyła sobie na dosłowne opieprzanie się, czyli, dajmy na to, wylegiwanie się na dachu, to prawie nikt (z naciskiem na prawie) nie zdoła jej od tego odciągnąć. Wiadomo, że sytuacje, w których jej życie jest zagrożone są zupełnie inną sprawą. Wtedy nie ma czasu na lenistwo, chociażby bardzo mocno się tego chciało.
    Czasami, bardzo rzadko, podczas roboty okazuje się, że wszystkie te zabiegi, którym była poddawana w laboratorium, jednak odcisnęły jakieś, nie do końca widoczne, piętno na jej psychiczne. Nawet jeśli nie do końca to wszystko pamięta. Całe szczęście, że najczęściej pracuje w pojedynkę i nie ma świadków. Do czego dochodzi? Ot, ujawnienia się pewnego  rodzaju okrucieństwa, które sprawia, że raz na jakiś czas flaki jej ofiary są rozsmarowane po ścianie, albo porozrzucane po okolicy. Tak w ramach odstresowania. Oczywiście, to wszystko dotyczy tylko wrogów, nigdy sojuszników i przyjaciół, ale to powinno być jasne.

Wygląd:

    Jeśli byłaby możliwość kierowania się stereotypami, to Chester najprawdopodobniej byłaby przekwitającym, zgryźliwym mężczyzną z piwnym brzuchem, odnajdującym przyjemność w śledzeniu innych ludzi. Ona sama nawet czasami odnosi wrażenie, że dużo bardziej by jej to pasowało - przynajmniej by się tak nie odróżniała, jak obecnie.
    Zaczynając od góry: Chett ma dość proste, ale jednak szlachetne rysy twarzy. Wąskie wargi, niekoniecznie skore do uśmiechu, proporcjonalny, prosty nos, skośne brwi, jak i również duże, zwracające uwagę oczy o kolorze jaskrawej wręcz zieleni. Zależnie od sytuacji, odzwierciedlać one będą mnogość najróżniejszych emocji - od radości (co jest chyba najrzadsze) poprzez znudzenie, aż do wściekłości czy nienawiści. Całości dopełniają asymetrycznie ścięte, płomiennorude i wręcz nienaturalne włosy, które w razie czego można związać tak, by wyglądały na duże krótsze, niż w rzeczywistości są, a w efekcie jest dużo wygodniej z nimi funkcjonować, plus nieco ograniczyć zwracanie na siebie uwagi samym wyglądem.
    Jeśli chodzi o dokładniejsze detale reszty jej ciała... Cóż, każdy pojedynczy dietetyk na świecie by się załamał, gdyby przyszło mu określić BMI szwedki. Ze wzrostem jeszcze tragedii nie ma - plus/minus metr siedemdziesiąt nie robią z niej osoby niskiej, ale nie jest także jakoś niesamowicie wysoka. Problem leży wewnątrz, a dokładnie w kościach. Z racji tego, że Linquist została skrzyżowana z przedstawicielem ptaków, by otrzymać zdolność latania, wymagane było zmniejszenie wagi. Jak to osiągnąć? Pneumatycznymi kośćmi, dzięki którym Chester jest o przynajmniej jedną trzecią lżejsza, niż faktycznie powinna być. Dodatkowo z natury jest dość chuda - bo określenie "szczupła" w jej przypadku już nie ma swojego zastosowania. Nie brak jej również typowo kobiecych atrybutów, chociaż nie są one też jakoś okropnie widoczne. Niby ma jakieś tam wcięcie w talii, jakiś kawałek piersi, ale to wszystko niknie pod warstwami ciemnych ubrań, które ma w zwyczaju na siebie narzucać, by ukryć inny, równie interesujący, mankament swojego ciała. Skrzydła - niestety, nie mają one żadnych magicznych właściwości. Nie znikają, gdy są nieużywane, nie świecą w ciemności, nie tworzą jednym ruchem silnego wiatru. Po prostu są, obecnie nieco zmaltretowane, o trudnej to określenia, burej barwie, ze smętnie sterczącymi, podciętymi lotkami. W teraźniejszym stanie nie są zdatne do niczego, oprócz szybowania. Szwedka nie jest w stanie z ich pomocą wzbić się w powietrze, chociażby nie wiadomo ile razy próbowała. W związku z tym, by oszczędzić sobie rozpaczy, a także zdziwionych spojrzeń innych ludzi, zazwyczaj ukrywa je pod zbyt obszernymi koszulkami. Należałoby dodać, że takie skrzydła po złożeniu ściśle przylegają do pleców i nie zajmują wiele miejsca, ale są dość wrażliwe na bodźce zewnętrzne. Wieczorami jednak trzeba od czasu do czasu je rozluźnić, żeby z mięśniami wszystko było w porządku i tak dalej - dzieje się to jedynie w samotności, lub w towarzystwie naprawdę zaufanych osobników. Natomiast jeżeli Chett wie, że skrzydła będą do czegoś potrzebne (co zdarza się naprawdę rzadko), z wyprzedzeniem własnoręcznie modyfikuje ubrania, dodając swego rodzaju "klapę" na plecach, dzięki którym możliwe jest ich rozłożenie.

 
Krótka Historia:

    Cóż, mutacja Chett wynikła z niczego innego, jak tylko ambicji jednego z naukowców z Keflavíku, który pragnął stworzyć coś samodzielnie od początku do końca. Cóż, w laboratorium miał parę "obiektów", za które był odpowiedzialny, ale już od dawna śniło mu się stworzenie mutanta, który wyróżniałby się od całej reszty pewnymi cechami.
    Całe życie zastanawiał się, co by powstało, gdyby połączyć człowieka ze zwierzęciem.


      PROJEKT: Człowiek-ptak
      DATA ROZPOCZĘCIA: 9 stycznia 2013 roku.
      DATA ZAKOŃCZENIA: [przekreślone: 28 stycznia 2013 roku.]

      Dzień 1
      Obiekt CL został przetransportowany na miejsce i ulokowany w klatce. Kończyny skute i oczy zakryte. Powód: szarpanina podczas transportu. Plany na następny dzień: test wytrzymałości.

      Dzień 2
      Test wytrzymałości miał pozytywne wyniki. Obiekt CL jest wyczerpany: ograniczenie ruchu i zmysłu wzroku nie są potrzebne. Substancja potrzebna do mutacji została dzisiaj stworzona. Obiektowi CL zostaną zaaplikowane ptasie geny pochodzące od aquila chrysaetos. Prawdopodobieństwo przeżycia: 21%.

      Dzień 3
      Obiektowi CL została zaaplikowana substancja mutacyjna. Skucie ponownie było potrzebne, ponieważ obiekt zaczął się samookaleczać. Dodatkowo wciąż krzyczy, więc został zakneblowany. Po 4 godzinach stracił przytomność. Prawdopodobieństwo przeżycia spadło do 15%.

      Dzień 4
      Wszystko przebiega zgodnie z planem. Obiekt CL jest spokojny, chociaż często traci świadomość. Prawdopodobieństwo przeżycia wzrosło do 28%.

      Dzień 7
      Obiektowi CL zaaplikowano ptasie geny. Obiekt CL znowu zaczął się niespokojnie zachowywać. Ból powrócił. Knebel i kajdany znowu były potrzebne.

      Dzień 15
      Wszystko wskazuje na to, że eksperyment się nie powiedzie. Prawdopodobieństwo przeżycia obiektu CL spadło do 3%.

      Dzień 17
      Prawdopodobieństwo przeżycia jest równe 0%. Obiekt CL powoli umiera z bólu powodowanego zmianami w organizmie. Na plecach uformowało się wybrzuszenie otoczone siną błoną.

      Dzień 19
      Obiekt CL umarł. Błona została przebita - w środku były skrzydła. Eksperyment nie powiódł się.
      Obiekt CL ODŻYŁ. Obiektowi zaaplikowano kroplówkę w celu dostarczeniu substancji odżywczych.

      Dzień 25
      Obiekt CL odzyskał siły, jego skrzydła działają jak należy. Obiekt zaczyna się buntować.

      Dzień 29
      Obiekt CL podjął próbę ucieczki z laboratorium. Obiekt CL został skuty i umieszczony w klatce.

      Dzień 35
      Obiekt CL [dalsza treść nieczytelna]


    Kiedy odzyskała przytomność, miała kompletną pustkę w głowie. Znajdowała się w przedziwnym, białym pomieszczeniu, w którym znajdowała się masa podejrzanej aparatury. Skronie pulsowały silnym bólem, gdy tylko próbowała sobie cokolwiek przypomnieć, a ręce miała umazane we krwi. Gdy podniosła się na nogi, jej ciało było dziwnie lekkie, a o plecy obijało się coś... Ciepłego i miękkiego? O dziwo, wcale jej to nie zdziwiło. W pomieszczeniu oprócz niej znajdował się tylko mężczyzna o zmasakrowanym ciele, na widok którego poczuła irracjonalną nienawiść. W ręce kurczowo coś ściskał. Podeszła bliżej i, łamiąc paliczki, wyjęła mu ten przedmiot z ręki. Okazał się on być niewielką książeczką, mniej więcej do 1/3 zapisaną ręcznym pismem. Wzięła ją i poszła dalej. Coś podpowiadało jej, że musi jak najszybciej się stąd wydostać.

    Przez długi czas nie mogła znaleźć wyjścia z labiryntu korytarzy i ogromnych pomieszczeń, w których przetrzymywane były dziwne substancje. Gdy w końcu znalazła się na powierzchni (bo okazało się, że przez ten cały czas znajdowała się pod ziemią), była tak wyczerpana, że nie dała rady iść dalej. Ciemność.

    Po ciemności były duże dłonie, ale dużo delikatniejsze i cieplejsze od tych, które pamiętała. Dobre dłonie, które pomogły jej się ponownie odnaleźć. Dobrzy ludzie, którzy pokazali jej, jak może bronić siebie i innych, jak może uciec od przeszłości i że nie jest taką jedyną.

Dodatkowe:

    ❖ Na szyi zawsze nosi nieśmiertelnik. Na pierwszej tabliczce wybite jest jej imię i nazwisko, a na drugiej data urodzenia. Nie ma pojęcia, dlatego jest dla niej taki ważny, że nigdy się z nim nie rozstaje.
    ❖ Kocha mięso, a niechętnie przekonuje się do "trawy", czyli wszystkiego, co mięsem nie jest.
    ❖ Z czasem część wspomnień powróciła, jednak znacznie naruszona. Do tej pory większość z nich jest mocno niedokładna i niejasna. Największą zagadką, niestety - wciąż nierozwiązaną, jest fakt, że po "zaginięciu" nikt nie podejmował prób szukania jej, a także wątpliwości co do posiadania jakiejkolwiek rodziny.
    ❖ Cały czas Chett poszukuje sposobu, w jaki sposób może odzyskać zdolność latania. Jak na razie - bez skutku.


*Moc wynikająca z rangi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
And my scars remind me that the past is real.
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: PROLOG :: Baza danych-
Skocz do: